Nauka angielskiego – w domu czy na kursie?

nauka angielskiego w domu

Nauka angielskiego w domu, czy na kursie?

Lada chwila nowy rok szkolny, dla niektórych rok akademicki… Przypuszczam, że wiele osób właśnie w tym momencie postanawia nauczyć się angielskiego (albo go chociaż podszkolić). Tym samym, pojawiają się także dylematy związane z tym, co będzie szybsze/ciekawsze/skuteczniejsze – samodzielna nauka angielskiego w domu czy może jednak tradycyjny kurs angielskiego w szkole albo praca z lektorem. Na początek, polecam swój archiwalny wpis o tym, jak wyglądała moja własna nauka angielskiego – to może być dobry pierwszy krok do zaplanowania własnej pracy nad angielskim. W następnej kolejności, podpowiem Wam, co warto rozważyć decydując się na formę nauki. Przyjrzymy się wadom i zaletom każdego z rozwiązań i spróbujmy zdecydować, które lepsze: samodzielna nauka w domu czy kurs językowy?

Uwaga! W tym wpisie nauka angielskiego w domu = samodzielna nauka w domu. Nie mówię tu o lekcjach albo kursie on-line, który ma wszystkie cechy tradycyjnego kursu (systematyczność godzin, pomoc lektora itp.), tyle tylko, że siadasz do kursu przed własnym komputerem, a nie w szkole. Jest to ważne, bo kursy on-line stanowią w tym kontekście całkiem odrębną kategorię.

KOSZTY

Ta kategoria pojawia się jako pierwsza, bo też, w mojej ocenie, najsilniej różnicuje naukę w domu z nauką na kursie. Samodzielna nauka angielskiego w domu jest zdecydowanie tańsza, a przy dobrym planowaniu i organizacji tej nauki, z powodzeniem może być nawet bezpłatna. Można oczywiście wesprzeć się podręcznikiem, ćwiczeniówką, ładnym zeszytem, albo kupnem kursu on-line (mam tu na myśli dostęp do jakichś materiałów), jednak tak czy siak, nauka w domu jest tańsza. Z jednej strony, wynika to z kosztów kursu czy lekcji, a z drugiej oczywiście z dojazdów. Dlatego, jeśli czynnikiem, który ma dla Ciebie największą wagę jest koszt nauki, to zdecydowanym zwycięzcą będzie nauka w domu i nie ma co tu więcej rozkminiać.

ZWYCIĘZCA: samodzielna nauka angielskiego w domu

CZAS POTRZEBNY NA NAUKĘ

Niby łatwiej na kursie…

Tutaj sprawa się komplikuje. Jeżeli postanawiasz iść na tradycyjny kurs językowy albo zapisać się na korepetycje czy lekcje języka, to zazwyczaj ustalasz jakieś konkretnie dni i godziny, których się potem mniej więcej trzymasz. Jest to ułatwienie zwłaszcza wtedy, jeśli Twój tygodniowy grafik lubi się zmieniać, bo wtedy świadomość, że danego dnia masz już zaplanowane lekcje ułatwi zaplanowanie pozostałych aktywności. Co więcej, wiedząc, kiedy masz następne zajęcia, wiesz, kiedy musisz siąść “do lekcji” i ewentualnych powtórek. Dzięki temu, przynajmniej teoretycznie, nauka na kursie pozwala na łatwiejszą rejestrację czasu poświęconego na naukę. Ważną kwestią jest jednak to, że chodzenie na zajęcia nie wystarczy, żeby Twój angielski się poprawiał. Konieczna jest także praca w domu i niech nikt Ci nie wmówi, że da się inaczej. Nie znam osoby, która miała naprawdę satysfakcjonujące postępy i nie wkładała w to dodatkowej pracy w domu, między zajęciami.

…ale zalety kursu da się wykorzystać w nauce w domu!

W przypadku samodzielnej nauki w domu, w zasadzie, też możliwe jest zaplanowanie sobie regularnych “zajęć”. W zależności od tego, jaki masz styl pracy i grafik innych obowiązków, możesz dostosowywać czas na naukę do swoich potrzeb. Jeżeli potrzebujesz systematyczności, którą daje kurs podczas samodzielnej nauki – da się! Robisz dokładnie tak samo, jak byłoby w przypadku kursu, czyli postanawiasz, w jaki dzień i o której siadasz do nauki.

Jeśli z kolei regularny kurs odpada w Twoim przypadku właśnie ze względu na nieregularność pozostałych zajęć, to znów, samodzielna nauka angielskiego w domu daje możliwość siadania do powtórek w dowolnym momencie. Na przykład w takim, w którym kurs albo lektor nie byliby dla Ciebie dostępni (niedziela po 23:00, bo akurat wtedy uda Ci się położyć dziecko spać, albo wtorek 5:30, bo akurat wtedy tylko masz czas). Niemniej jednak, jeżeli nie korzystasz z pomocy lektora, to potrzebujesz dodatkowego czasu, który poświęcisz na zaplanowanie swoich działań. Ciężko będzie się uczyć samemu i mieć dobre postępy łapiąc się materiałów na łapu capu. Dobra organizacja czasu i zagadnień do powtórzenia, albo chociaż znalezienie materiałów do powtórek (stron, filmików, ćwiczeń) też wymaga czasu.

Dlatego rozważając to, ile czasu będziesz musiał poświęcić na naukę w przypadku pójścia na kurs i w przypadku nauki w domu, ciężko jednoznacznie wskazać na zwycięzcę. Ogłaszam zatem remis.

WERDYKT: remis

WKŁAD PRACY / TRUDNOŚĆ

W tym przypadku, bezwzględnie zwycięża kurs. Nauka angielskiego w domu nie jest niestety dla każdego. Wymaga samodyscypliny, nie lada motywacji a przede wszystkim, pomysłu na to, jak to zrobić, od czego zacząć i jak mierzyć swoje postępy. Można oczywiście zrobić przegrzebkę internetu i poszukać podpowiedzi w tym zakresie (jak na przykład wpisy na Englishake o samodzielnej nauce w domu dla początkujących i dla zaawansowanych). Jednak jeśli nie masz głowy albo czasu do zaplanowania swojej nauki, to taka nauka w domu może się nie sprawdzić. W przypadku kursu, jesteś prowadzony “za rączkę”. Oczywiście, im więcej sam dasz od siebie, im więcej przeczytasz, posłuchasz, obejrzysz, tym będziesz lepszy. Ale generalnie, postępując tylko według zaleceń lektora powinieneś i tak widzieć postępy.

ZWYCIĘZCA: kurs językowy

SKUTECZNOŚĆ

Jak to jest z efektywnością nauki w domu?

Często słyszy się, że minusem uczenia się na własną rękę jest to, że ciężko zweryfikować poprawność tego, czego się uczymy oraz, że ciężko jest nauczyć się rozumienia i mówienia po angielsku. Ale jest na to sposób, mianowicie znalezienie sobie partnera do rozmowy w Englishu! O tym, jak i gdzie takiego kogoś szukać, możecie przeczytać w jednym z archiwalnych wpisów na Englishake. Jest mnóstwo sposobów (darmowych!) na znalezienie fajnych opcji do pogadania po angielsku, a kontakt z żywym językiem, a zwłaszcza w prawdziwym, komunikacyjnym celu (bo autentycznie chcesz się czegoś dowiedzieć, a nie dostałeś takie polecenie od lektora), jest mega motywujący i nagradzający.

Co więcej, plusem samodzielnej nauki w domu jest to, że sami decydujecie, którą kompetencję językową chcecie pocisnąć najmocniej – słuchanie, czytanie, słówka, gramatyka… I temu właśnie możecie poświęcić najwięcej czasu. Dodatkowo, jest coś bardzo satysfakcjonującego w samodzielnym znajdywaniu rozwiązań dla problemów językowych, które napotykamy. Na kursie, po prostu pytasz lektora co znaczy dane słówko. Jeżeli uczysz się sam – sprawdzasz w słowniku, porównujesz, przy okazji zobaczysz jakiś synonim, czytasz jakieś przykładowe zdanie i… od kliku do kliku stajesz się bogatszy o parę nowych zwrotów. Te kwestie przemawiają za większą skutecznością samodzielnej nauki w domu….

Niewątpliwe zalety kursu

Ale! Jeżeli jednak zależy Wam na szybkich postępach, bo na przykład, macie ograniczony czas czy deadline (np. wyjazd zagraniczny), lepiej zdać się na lektora albo kurs językowy. Nie tracicie wtedy czasu na poszukiwanie materiałów i powtórki na chybił trafił. Dobry lektor będzie potrafił przygotować Wam rozkład zagadnień tak, żeby maksymalnie wykorzystać czas, który macie. Co więcej, zawsze i tak możecie wesprzeć swoją naukę na kursie dodatkową pracą w domu – szukaniem partnera do pogadania czy szlifowaniem tych umiejętności językowych, które u Was kuleją. Dokładnie tak, jakbyście to robili w przypadku samodzielnej nauki w domu. Z tą jednak różnicą, że macie tę opcję skorzystania z pomocy lektora, który wyznaczy Wam kierunek, sprawdzi, poprawi, podpowie.

To, jak skuteczna będzie Wasza nauka w zależności od wybranej opcji – kurs vs nauka angielskiego w domu- będzie zależeć także od tego, z jakiego poziomu zaczynacie. Jestem zdania, że jeżeli zaczyna się całkiem całkiem od podstaw, lepiej jednak jest skorzystać z pomocy lektora. Wiadomo, pierwszych paru słów można nauczyć się z internetu (alfabet, powitania, podstawowe zwroty, ogólne zasady wymowy itp). Jednak na początku bardzo trudno samemu ocenić, czy wymawiamy coś poprawnie, albo czy dobrze stosujemy daną konstrukcję. Popełniamy też masę błędów, a nie warto od razu utrwalić sobie niepoprawnych nawyków. Mam takie poczucie, że im wyższy poziom znajomości języka, tym samodzielna nauka w domu będzie skuteczniejsza. Chociażby z tego względu, że wiecie już czego szukać. Znacie choćby nazwy struktur gramatycznych, które w danym języku występują i możecie już korzystać z oryginalnych, anglojęzycznych stron, co daje Wam dostęp do niezliczonej liczby autentycznych materiałów.

Podsumowując, w kategorii skuteczność zwycięzcą ogłaszam…znów obie opcje!

WERDYKT: remis!

MOTYWACJA

Nauka angielskiego w domu zdecydowanie wymaga większej motywacji i samodyscypliny. Bez dwóch zdań. Chodzenie na kurs jest zwyczajnie prostsze i z zasady mniej wymagające, bo przynajmniej część roboty (materiały, dobór treści…) “odwala” za Was lektor. Dlatego jeżeli macie problemy ze zmotywowaniem się do pracy i odjutronizmem, to zdecydowanie samodzielna nauka w domu może się okazać tylko wrzodem na tyłku i kolejnym powodem do wyrzutów sumienia z powodu własnego niezorganizowania.

Ale powiem Wam szczerze, że niestety w przypadku chodzenia na kurs językowy z tą motywacją też może być różnie. Z jednej strony, łatwiej jest się zmotywować do tego, żeby pójść na zajęcia. W najgorszym razie, możecie przecież iść nieprzygotowani, w biegu, ot tak, ważne, żeby pójść. Bo będziecie mogli odhaczyć “angielski” na dany tydzień. Nadal jednak będziecie potrzebować motywacji do tego, żeby… się uczyć! Odrabiać zadania, powtarzać słówka, czytać, słuchać… Tak, jak już pisałam wcześniej, od samego chodzenia na kurs niczego się nie nauczycie.

Przysięgam, że znam przypadki uczniów, którzy chodzili na kurs przez wiele miesięcy i udawało im się nie nauczyć nawet pół nowego słówka. Serio. I zdarza się niestety tak, że kiedy chodzi się na kurs, motywacja do samodzielnych poszukiwań form spędzania czasu z angielskim jakoś magicznie spada. Przecież i tak w środę będę na angielskim, to wyrobię tygodniową normę przebywania z językiem. Być może nie wszyscy tak mają, ale w przypadku niektórych, chodzenie na kurs automatycznie równa się zero pracy w domu.

Dlatego, jeżeli chcecie się uczyć angielskiego, motywacja i samozaparcie będą Wam potrzebne ZAWSZE. Bez względu na to, jaką formę nauki wybierzecie. W przypadku kursu, rzeczywiście, możecie częściowo polegać na (dobrym) lektorze, który Was kopnie w dupę, jak będziecie się lenić. Będzie to co prawda motywacja zewnętrzna, ale lepsza taka niż żadna. Natomiast w przypadku nauki w domu, sorry, jesteście całkowicie odpowiedzialni za swoje postępy i ewentualne porażki.

Zwycięzca: kurs językowy (ale przewaga nie była znaczna…)

INDYWIDUALNE POTRZEBY (INTERAKCJE SPOŁECZNE, RYWALIZACJA, PRIORYTETY)

Warto przed podjęciem decyzji o sposobie uczenia się angielskiego zastanowić się, co tak naprawdę sprawia Wam przyjemność. Ale też co utrudnia skoncentrowanie się nauce! Kurs językowy dla wielu osób jest najlepszym rozwiązaniem chociażby ze względu na to, że jest okazją do wyjścia z domu, poznania nowych ludzi, poprzebywania w towarzystwie. Może być też tak, że nie macie w domu odpowiednich warunków do nauki – wielu domowników, czy trudność w oderwaniu się od obowiązków domowych.

Dla niektórych solidną motywacją do przychodzenia na zajęcia (nie jestem pewna czy do nauki też, ale to znów kwestia indywidualna) jest fakt, że wydali pieniądze na kurs. Wówczas jest im zwyczajnie szkoda zmarnować hajs. Ja na przykład wiem już z własnego doświadczenia z nauką francuskiego, że nauka w planie jeden na jeden z nauczycielem jest zupełnie nie dla mnie. Z zasady jestem bardzo sumienną i obowiązkową osobą. Ale okazało się, że lekcje indywidualnie rozleniwiały mnie do tego stopnia, że nawet nie chciało mi się otwierać książki między zajęciami. Dlaczego? Bo jeśli przychodziłam nienauczona na zajęcia, to dostawałam ochrzan co najwyżej od lektorki, ale nie było wstydu przed grupą. A dla mnie kwestia jakiejś drobnej rywalizacji z innymi czy w drugą stronę – nie odstawania od grupy (to już historia z trudami nauki holenderskiego…:P), była dla mnie mega motywująca.

Z drugiej strony, osoby bardzo pracowite i ambitne mogą skorzystać więcej na lekcjach indywidualnych albo wręcz samodzielnej pracy w domu. Nie będą musiały czekać na wolniejszych uczestników kursu, albo dostosowywać się do tempa pracy innych! Może być też tak, że właśnie obecność innych na zajęciach może być onieśmielająca dla kogoś, kto z zasady niespecjalnie lubi się otaczać nowo poznanymi osobami. Dlatego wybierając metodą nauki, przede wszystkim, warto zastanowić się, co jest dla Was ważne i co Was motywuje do pracy. Bo to będzie kluczem do wyboru najlepszej opcji.

WERDYKT: remis

Podsumowując, kluczem do podjęcia dobrej, mądrej decyzji w kwestii swojej nauki języka jest zdefiniowanie swoich potrzeb i preferencji. Nie ma co słuchać ogólnych zasad, typu, kurs jest drogi, a nauka w domu mało skuteczna. Trzeba zastanowić się, które zalety są dla Was ważniejsze i co za tym idzie, które wady jesteście w stanie znieść. Zupełnie tak jak w małżeństwie czy każdym innym romantycznym związku, no nie? 😛

Dajcie znać, na jaki rodzaj nauki Wy się zdecydowaliście i dlaczego. Sekcja komentarzy gorąco zachęca!

Lubisz? Udostępnij:
RSS
Facebook
Google+
http://englishake.pl/2017/08/31/nauka-angielskiego-w-domu/
Twitter

Zainteresuje Cię także:

Techniki pamięciowe do nauki słówek Techniki pamięciowe wcale nie bazują na pamięci! Obiecywałam, obiecywałam...no i jest! Wpis o technikach pamięciowych w nauce angielskiego! Techniki pamięciowe uwielbiam i stosuję, przede wszystkich ...
Jak czytać książki po angielsku – 5 najważniejszych zasad Z pewnością wielokrotnie słyszeliście, że jedną z lepszych metod na naukę języka obcego, a w szczególności na wzbogacenie swojego słownictwa, jest czytanie książek w tym języku. Ja też wielokrotnie o ...
5 najlepszych filmików na TED – mój ranking Oglądanie filmików może być świetną metodą na ćwiczenie angielskiego. Zwłaszcza, że osoby, które się tam wypowiadają bardzo dbają o sposób prezentacji, w tym także o język, sposób mówienia. Dlatego do...
Jak być szczęśliwszym w 6 tygodni? Gratitude journal czyli wyzwanie na Święto Dziękczynienia Wyzywam Was! I zapraszam na pierwsze (nie ostatnie) wyzwanie na Englishake! Pierwszy raz spotkałam się z ideą gratitude journal, dziennika wdzięczności, już jakiś czas temu kiedy czytałam 59 Seconds ...
Nauka angielskiego w domu – od czego zacząć? Część 1: nauka od podstaw Wiele osób w pewnym momencie swojej drogi edukacyjnej/zawodowej/życiowej postanawia się nauczyć angielskiego. Inaczej po co bym pisała bloga o tym?:P I pewnie część z Was postanawia to zrobić na własn...